Ezoteryka jest jak medycyna akademicka. Nie wie nic.

Zastanawiałam się, czy to napisać, ale mam coraz mocniejsze przeświadczenie, że jestem na dobrej drodze.

Od zawsze uważam siebie za wielkiego arcylenia. Z powodu mojego lenistwa, albo jak kto woli wygodnictwa, stałam się twórczą osóbką.

To lenistwo popychało mnie do wymyślania sposobów, żeby się nie narobić a mieć. Cokolwiek mi było potrzebne.

To wymyślanie, to było właśnie wyobrażanie sobie sytuacji, że coś się samo zrobi, nie interesuje mnie jak, ale ja będę z tego korzystać.

Robiłam i robię tak całe życie. Wiele razy zarzucano mi, że się niczym nie przejmuję, a tu trzeba wszystkim się zająć. Ale ja nie chciałam zajmować się wszystkim. Ja chciałam rozkoszować się rezultatami.

I to właśnie robię całe życie. Nie przejmuję się niczym, bo nie muszę! Bo przejmowanie się jest brakiem pewności, że to, czego chcę, ma się wydarzyć. Powiem więcej, jest pewnością, że się nie wydarzy.

I co najważniejsze, z tego lenistwa nie chciało mi się nigdy wykonywać żadnych ćwiczeń, oddechów, medytacji. Nie robiłam sobie żadnych kotwic, talizmanów.

Jedyne, co zrobiłam dzięki Transerfingowi - wypracowałam sobie jeszcze większy „TUMIWISIZM”!

Wszystko, czego potrzebuję, by tworzyć piękne życie, to pozwolić sobie na nicnierobienie, tumiwisizm i dziecięce zanurzanie się w świat marzeń, bo tam są wszystkie fabryki, które wytwarzają dla mnie rzeczy, sytuacje, ludzi i okoliczności korzystne dla mnie.

Cała ezoteryka ucząca miłości, wznoszenia się na jakieś wibracje, itd to działania od d..y strony.

Od końca, od ogona.

Bo gdy pozwalasz sobie na dziecięce postrzeganie Twojej rzeczywistości, otrzymujesz z katalogu wszechświata wszystko, czego chcesz, jesteś szczęśliwą istotą, automatycznie Twoje częstotliwości się zmieniają i Twoje otoczenie wypełnia się podobnymi istotami.

To jest perpetum mobile! Najprostsza rzecz na świecie!

Jakieś warsztaty o tym, jak podnosić wibracje, wielogodzinne medytacje, kursy jak być szczęśliwym… Moim zdaniem to takie minizwiedzenie i zboczenie z właściwego kursu.

Ale być może ważnym czynnikiem jest tu potrzeba bycia z innymi ludźmi i przeświadczenie, że w grupie siła, że gdzie dwóch i trzech się modlić będzie, tam i ja będę…

Bo mówi się, że jesteśmy jednością. Nie wiem jak jest naprawdę. Wiedza ezoteryczna jest identyczna jak medycyna akademicka. Oparta wyłącznie na hipotezach.

Jednak z moich doświadczeń wynika niezbicie i w 100%, że i ja i każda z osób, które znam, które mają rezultaty to tzw Zosie Samosie. Które pracują ze sobą indywidualnie, mają sukcesy i dopiero potem się nimi dzielą.

Wybaczcie mi proszę, ale wszystkie te spędy przypominają mi wielkie ewenty motywacyjne, tyle, że inaczej się nazywają. Nie przynoszą pożytku, a tylko jednostki coś osiągają i nie dlatego, że ewent im coś dał, ale dlatego, że same wzbudziły w sobie wszystkie potrzebne bodźce i potrzeby.

Jedyne czego Ci potrzeba to…. zdolność do wyobrażania sobie sytuacji i przeżyć to. Koniec kropka

Ale zrób to tu, w tej gęstości, a nie jak niektórym się wydaje, że przechodzimy do 5D i już nas tu nie ma, przy czym, dziwnym trafem rachunki do zapłacenia nadal przychodzą w gęstości 3D.

Jest jeszcze jedna rzecz do przezwyciężenia. Brak akcji. Nawet jeśli już wiesz, co robić, ale tego nie robisz i wciąż tylko o tym czytasz…. nic się nie zadzieje.

Nawet teraz, po przeczytaniu tego tekstu, usiądź w najlepszym i najwygodniejszym miejscu, z podwiniętymi nogami lub nie, zamknij oczy i wejdź do swojego największego marzenia. Nie ważne, jak wielkie ono jest. Nie ma ograniczeń. Przeżyj kilka, kilkanaście minut w najpiękniejszej sytuacji Twojego życia.

I tyle. Tak się robi cuda w życiu. Do dzieła!

꧁ 🌸 𝑹𝒐́𝒛̇𝒐𝒘𝒂 𝑲𝒍𝒂𝒓𝒂 🌸 ꧂