
Według mnie – sedno. Nie da się tego prościej powiedzieć.
„- Widzisz wiec, że nie ma znaczenia, w jaki sposób, czy w jakiej postaci się objawiam – nigdy objawienia te nie będą niepodważalne, bez względu na to, jaki sposób wybiorę i jaką postać przyjmę.
– Lecz gdybyś zrobił coś, co ponad wszelką wątpliwość zaświadczyłoby, kim naprawdę jesteś…
– Znaleźliby się tacy, którzy powiedzieliby, że to diabelska sprawka, albo po prostu czyjś wymysł. Każda przyczyna byłaby dobra, byle tylko nie Ja.
Gdybym objawił się jako Wszechmogący Bóg, Król Nieba i Ziemi, i na dowód tego przeniósłbym góry, powiedziano by: “To dzieło Szatana”.
I tak powinno być. Albowiem Boskość nie jest dostępna oglądowi z zewnątrz, Bóg objawia się tylko na polu doświadczenia wewnętrznego. Jeśli wewnętrzne doświadczenie odsłoniło Boga, zewnętrzny ogląd staje się zbyteczny. Jeśli zaś konieczny jest ogląd z zewnątrz, niemożliwe staje się doświadczenie wewnętrzne.
Toteż prośba o objawienie tym samym je wyklucza, albowiem akt ten jest zarazem stwierdzeniem, że objawienia nie ma; że Bóg nie ukazuje nam w tej chwili żadnego swojego aspektu.
Tego rodzaju stwierdzenie pociąga za sobą odpowiednie doświadczenie. Myśl bowiem, podobnie jak słowo, jest twórcza, a współdziałając ze sobą myśl i słowo skutecznie powołują do istnienia Twoją rzeczywistość. Doświadczysz zatem braku objawienia, gdyż gdyby Bóg się objawiał, nie prosiłbyś Boga o to.
– Czy to znaczy, że nie mogę prosić o coś, czego pragnę? Czy chcesz powiedzieć, że modlitwa o coś w gruncie rzeczy to od nas odsuwa?
– Pytanie to ponawiano przez wieki – i za każdym razem otrzymywano odpowiedź. Mimo to wyście jej nie słyszeli, a jeśli nawet, nie dalibyście jej wiary.
Posługując się współczesnym językiem, współczesnymi kategoriami, można odpowiedzieć na to pytanie następująco:
Nie otrzymasz tego, o co prosisz i nie możesz mieć tego, czego pragniesz. A to dlatego, że twoja prośba jest stwierdzeniem braku. Mówiąc, że czegoś chcesz, przyczyniasz się do zaistnienia w twojej rzeczywistości dokładnie tego doświadczenia – chcenia.
Modlitwa prawidłowa jest wiec nie modlitwa błagalna, lecz dziękczynna.
Gdy dziękujesz Bogu zawczasu za to, czego z własnego wyboru pragniesz zaznać w swym doświadczeniu, przyznajesz, że w istocie ono już jest.
Dziękczynienie kryje w sobie ogromną moc; stanowi potwierdzenie, że zanim zdążyłeś spytać, otrzymałeś ode mnie odpowiedź.
Toteż nie proś. Bądź wdzięczny.”
Neale Donald Walsh, Rozmowy z BogiemDziś nic ode mnie, ale coś, co może się przydać.
Jak zwykle mój ukochany Zeland…
„Weźmy na przykład powierzchowność. Można zauważyć, że praktycznie wszystkie małe dzieci są bardzo ładne, Skąd więc bierze się tylu dorosłych niezadowolonych ze swojego wyglądu zewnętrznego?
Wszystko stamtąd – z lustra, które zwraca wszystkie pretensje. Ładnymi stają się ci, u których przeważa skłonność do lubowania się sobą – oto na czym polega ich sekret. Kierują się oni regułą: „Jeżeli ja się sobie podobam, to pojawia się u mnie coraz więcej podstaw do tego”.
Zupełnie inna sprawa, kiedy obraz mówi swojemu odbiciu: „Przytyłam, trzeba by schudnąć!”, Na co lustro beznamiętnie odpowiada: „Tak, jesteś gruba, musisz schudnąć”. Lub tak:
„Sflaczałem, trzeba by się napakować!”, Na co następuje odpowiedź: „Tak, jesteś wątły, musisz iść na siłownię”, Rzeczywistość odpowiada jak echo, potwierdzając to, co usłyszała.
Tak właśnie kompleks niższości sam siebie hoduje.
W ślad za niską samooceną następuje odpowiedni werdykt, który zwierciadło przetwarza w rzeczywistość. „Nie mam szczególnych talentów?” – „Tak, jesteś chodzącą nieudolnością”. „Czyż nie jestem godzien lepszego losu?” – „Tak, nie masz na co więcej liczyć”.
A jeżeli dodatkowo masz wrodzone poczucie winy, to w ogóle przepadłeś. „Czy powinienem? Czy jestem zobowiązany odpracować swój dług?” – „Tak, godzien jesteś kary i otrzymasz ją”. No bo jak inaczej? Jeżeli człowiek, nawet nieświadomie, odczuwa swoją winę, to co ma się odbić w zwierciadle? Kara – bezapelacyjnie!
Czy muszę mówić, że niepokój i obawy urzeczywistniają się równie szybko? Człowiek obawia się tylu rzeczy, że większość z nich nie zdarza się tylko dlatego, że wymagałoby to zbyt wielkich nakładów energii. Nieszczęścia i katastrofy – to zawsze anomalie wybijające się ze zrównoważonego nurtu wariantów.
Lecz jeżeli niepożądane zdarzenie leży niedaleko od nurtu, z pewnością się wydarzy, ponieważ człowiek przyciąga je swoimi myślami,
Tymczasem wątpliwości działają odwrotnie.
W odróżnieniu od strachu, który skupia uwagę na możliwym urzeczywistnieniu jakiegoś zdarzenia, wątpliwość stanowi raczej niepokój, że coś może się nie wydarzyć. l rzecz jasna, w wielu wypadkach wątpliwości, jak na złość, są uzasadnione. Lecz dlaczego „na złość”? Człowiekowi tylko zdaje się, że działa tu „prawo Murfiego”. W rzeczywistości zwierciadło po prostu odbija tylko zawartość myśli.
W każdym razie dążenie do tego, by czegoś uniknąć, mocno zwiększa prawdopodobieństwo zajścia zderzenia, Wszystko dzieje się na przekór, przez co człowiek nierzadko staje się rozdrażniony, a nawet stan ten utrzymuje się dość długo.
Stan rozdrażnienia wieńczy ogólny obraz postrzegania świata. W sumie otrzymujemy integralny obraz: „Odczuwam dyskomfort”. Stosownie do tego powstaje indywidualna rzeczywistość, w której wszystko zmierza do tego, by ten dyskomfort był zachowany i jeszcze się nasilił,
Człowiek swoim negatywnym stosunkiem sam maluje warstwę swojego świata w ciemnych odcieniach. Każda reakcja, w którą wkłada się niepohamowane uczucie duszy i twarde przekonanie umysłu, odbija się w rzeczywistości, Przy czym dosłownie, jeden do jednego, niezależnie od tego, co człowiek próbuje wyrazić: pociąg czy niechęć.
Działa tu czwarta zasada zwierciadlana: lustro po prostu konstatuje sens stosunku do kogoś lub czegoś, ignorując jego ukierunkowanie.”