Jest Sposób Na Ratunek. To Ostatni Dzwonek

Nie mam pojęcia, jakie zadanie ma człowiek na tym świecie, po co się rodzi i czy rzeczywiście istnieje coś po drugiej stronie.

Przyglądam się jednak na to moje życie, słucham różnych ludzi i dochodzę do wniosku, że jesteśmy dokładnie tak samo hodowani, jak kury, krowy, króliki, następnie przetrzebiani / zabijani i konsumowani.

Drastycznie, ale w dobie tak zaawansowanej technologii, sztucznej inteligencji i możliwości, jakimi dysponują rządy, a nam się nawet nie śni – jak to możliwe, że co roku znika bez śladu, bez odnalezienia ciał, 8 milionów dzieci! DZIECI!

Są jeszcze dorośli, którzy też znikają

Według mnie jesteśmy planowo konsumowani przez kogoś lub coś, co nas hoduje, modyfikuje genetycznie od czasu do czasu.
Nawiasem mówiąc… Czy szczepienia nie mają na celu blokowania wyrywającej się świadomości / wyższej inteligencji uwięzionej w ciele zmodyfikowanej małpy?

Być może nasze ciała od niej pochodzą, ale duch nie. Być może zostaliśmy w tych ciałach uwięzieni, a być może historia jest zupełnie inna. Nie wiem. Tak sobie gdybam. Jedno jest pewne. Człowiek jest jedynym gatunkiem na ziemi, który nie ma własnej ekologicznej niszy i aby przetrwać, musi budować domostwa, które są w stanie oprzeć się wilkowi, niedźwiedziowi, słoniowi czy tygrysowi. Wcale nie jesteśmy na szczycie łańcucha pokarmowego. Możemy zostać spokojnie zjedzeni przez inne stworzenia. Począwszy od larw…

Każde inne stworzenie w naturze ma możliwości ratunku z opresji. Uciekając, kopiąc, bodąc rogami czy walką dzięki potężnej sile i zwinności oraz arsenałowi naturalnej broni, jak na przykład wspomniane rogi czy kolce, albo jad.

Człowiek od momentu narodzin aż do śmierci jest bezbronny. Nie ma pazurów, nie ma kłów, nie ma sierści, jest delikatny i słaby. Potrzebuje ognia, aby nie zmarznąć.

Pliniusz pisał o ludziach pierwotnych, że jedli to co zwierzęta, czyli trawę i zebrane owoce czy nasiona. Nie mieli żadnej technologii i nagle pojawiły się w jednym czasie zaawansowane uprawy zbóż, zorganizowane urbanistyczne środowiska i w każdym przypadku mowa była o bogach, którzy to przynieśli z nieba.

W sumie, nie ma to teraz większego znaczenia, jakim cudem ze zwierząt przeobraziliśmy się w człowieka, który otrzymał wiedzę o budowaniu domów, rolnictwie, melioracji, itd. Co mi to da? Strasznie mnie to wszystko ciekawi i odpowiedzi są, ale ile by ich nie było i niezależnie z jakich źródeł, wniosek jest zawsze ten sam.

Jesteśmy CZYMŚ uwięzionym tutaj w systemie ziemskim i za każdym razem gdy usiłujemy się uwolnić, dochodzi do strasznych rzeczy.
Gracze, którzy nas rozgrywają, decydują się zrzucić pionki z planszy i wystrugać nowe. Stare idą na przemiał czyli jakiś reset, potop, kataklizm nuklearny itd.

Od narodzin otrzymujemy podręcznik, który nas programuje i uczy, że tak i tak się stanie, jeśli zrobimy to i to. Czyli jeśli się nie nawrócimy, będzie ucisk, antychryst, przyjście mesjasza, cierpienie, zaćmienie słońca, plagi egipskie, trąby jerychońskie, itd.

Ale jak to możliwe, że na przestrzeni 2,5 tys lat (bo już Daniel przepowiadał to, co potwierdzał Jan w objawieniu), każde kolejne pokolenie otrzymuje identyczny zapis?

Mniej więcej co 300 lat dzieją się na ziemi takie „kataklizmy” i znikają ludzie. Historia zostaje wymazana i tworzy się nową i w kółko macieju to samo.
Wciąż nam się wmawia końce świata i inne straszne rzeczy widziane w wizjach sługów tych graczy, którzy spisują ich plany, a nam wmawia się, że to są przepowiednie.

I teraz moja konkluzja jest taka:

Myślę, że jesteśmy uwięzieni w tych ciałach i mamy moc, co nieraz widać w naszym życiu, kiedy zaczynamy dostrajać się do praw natury i manifestujemy rzeczy. Oczywiście robimy to stale nieświadomie i to jest chyba główny powód, dla którego jesteśmy hodowani. Mamy moc materializacji wszystkiego, ale jeśli wierzymy w program, który nam narzucają od dziecka, niechcący służymy „szatanowi”, manifestując dokładnie to, czego on chce, ale sam nie może.

Momentem zwrotnym w naszej egzystencji jest zawsze czas, kiedy zaczynamy wykazywać zdolność do kierowania własną energią. Jest to ogromne zagrożenie dla graczy więc aktywują ziemskich agentów w postaci Sorosa, Rothschilda, króla Karola i inne ludzkie gnidy, którzy organizują się w tzw ONZ, WEF, UE czy inne szumnie brzmiące organizacje i zaciskają kajdany wymyślając pandemie, szczepienia, zamieszki, nastawianie ludzi przeciwko sobie, podczas gdy sami w swoich rezydencjach w potężnych, głębokich lasach przyglądają się i ryczą ze śmiechu, jak łatwo jest nami sterować jeśli się nas tylko wystraszy.

Nie wiem czy oni są ludźmi, gadami, klonami czy czymś innym. To nie ma znaczenia. Ważny jest fakt, że my, ludzie jesteśmy słabi i dajemy się wciągać we wszystko, co nam podrzucą, aby tylko ODWRÓCIĆ NASZĄ UWAGĘ OD SIEBIE SAMYCH.

Tu jest sedno problemu człowieka na ziemi. Oddaje swoje życie (energię) w służbie szatana, wierząc święcie, że dba o dobro innych.

Jak to robi?

Walczy o wszystko, dla wszystkich i ze wszystkimi. Zatraca się w kakofonii myśli i podprogowych poleceń pod tytułem empatia, altruizm, pomoc innym, służba innym, wolontariat, zbiórki pieniędzy, wolność słowa, wolny wybór płci, itd.

Każdy z nas w pojedynkę musi przestać zajmować się innymi. Wiem, dla człowieka systemu, a nawet dla tych wszystkich pseudo obudzonych jest to nie do pomyślenia. Jak można być takim egoistą. Ano można i trzeba. To warunek przetrwania człowieka i wyzwolenia się spod tyranii graczy.

Całą uwagę czyli energię trzeba skierować do siebie. Stać się pustym i pozwolić jej płynąć swobodnie jak w pustym naczyniu, które nie ma żadnych kolców i pułapek, aby ta energia mogła je opływać, wpływać i wypływać, stale się odświeżając.

To najtrudniejsze zadanie, ale jednocześnie najłatwiejsze, kiedy sobie uzmysłowimy, że to jest najważniejszy czynnik umożliwiający świadomą kreację tego, czego naprawdę chcemy.

W tym momencie nagle nasze oczy otwierają się i widzimy, jak wygląda naprawdę rzeczywistość. Zaczynamy rozumieć i tym sposobem uruchamiamy zamiar zewnętrzny, bez którego nie ma szans na własną manifestację czegokolwiek.

Kiedy człowiek zrozumie, jak ważne jest, aby zadbał o siebie i zacznie to robić, jego świat się zmienia. Diametralnie. Doświadcza magii i wie, jak jej używać. I to jest moment, kiedy odczuwa potrzebę, aby pokazać innym, nauczyć ich, jak mają zadbać ci inni o siebie.

Jeśli te nauki wpajanoby dzieciom od najmłodszych lat, nie miałyby racji bytu organizacje charytatywne, mopsy, domy opieki, poprawczaki i pomoc socjalna w ogóle. Nie byłoby potrzeby pomagać innym, kosztem własnej energii ponieważ każdy potrafiłby czerpać dla siebie tyle, ile potrzebuje.

Brak energii to choroby, nieszczęścia, depresje, wojny i strach. Jazda na cudzych zasobach i następnie spłacanie kredytów z lichwiarskimi odsetkami.

Każdy z nas powinien być żywą fontanną tej energii, obdzielającą innych jej nadmiarem. Powinniśmy się w niej kąpać, być szczęśliwymi, zdrowymi i pięknymi ludźmi…

Ale nie. Od małego wtłacza nam się do głowy, że rodzimy się w grzechu od strony kościoła, i w długu publicznym od strony rządu. Mówi się nam wprost, że jesteśmy niewolnikami i marnym pyłem. Jednak te 8 miliardów ludzi to 8 miliardów generatorów prądu. 8 miliardów reaktorów atomowych produkujących boską, twórczą energię, oddających ją bestiom za możliwość bycia wykorzystywanymi.

Taki mega wielki syndrom sztokholmski. Oddajemy wszystko, co mamy czyli płacimy najcenniejszą walutą swoim oprawcom za możliwość bycia torturowanymi.

Zbiorczy, globalny masochizm człowieka, który zrobi wszystko za kilka patetycznych haseł na wiecu wyborczym…

Ale co robić w takim razie?

Przestać zwracać uwagę na to, co się wokół dzieje. Po prostu. Najlepsze rozwiązania są te najprostsze.
Przestać zwracać uwagę oznacza przestać oddawać swoją energię na cele, które nie mają nic wspólnego z naszym rozwojem.

Można obserwować z boku, ale nie wpuszczać emocji. To pierwszy i najważniejszy krok. Nie będę się w tej chwili zagłębiać w tematy, jak można nie zwracać uwagi na wojny czy nieszczęścia, bo pisałam o tym już dziesiątki razy i nie ma już czasu na roztrząsanie tego. To ostatni dzwonek, aby się obudzić ze snu i zacząć tworzyć własny raj na ziemi. Jeśli każdy zacznie to robić, zniknie nieszczęście, bieda, prymitywizm, choroby itd.

Wiem, że brzmi to, jak utopia, ale jest nas sporo, którzy tak żyjemy i da się. Natomiast ci, którzy będą mieć milion zastrzeżeń… No cóż. Jedno, czego nam gracze nie mogą odebrać, to WOLNY WYBÓR. My decydujemy o tym, jak wygląda nasza rzeczywistość.

꧁ 𝑹𝒐́𝒛̇𝒐𝒘𝒂 𝑲𝒍𝒂𝒓𝒂 ꧂