Pozwól Sobie Być Sobą, A Innym Innymi

Najtrudniejsze zadanie, jakie przede mną stoi odkąd praktykuję transerfing, to koncentracja energii.

Fantastyczne zdanie Zelanda: Pozwól sobie być sobą, a innym innymi, jest jak sole trzeżwiące. Budzi…. A świat troszczy się o mnie i wszystko idzie tak, jak trzeba.

Nie dlatego, że nie umiem się skoncentrować, ale dlatego, że wbija nam się do głowy, że myślenie o sobie jest złe, że to egoistyczne, że antyspołeczne, nieludzkie, i tak dalej.

Programuje się nas na pomaganie innym. A pomaganie innym to nic innego, jak programowanie otrzymującym pomoc, że im się to z urzędu należy i nie muszą nic robić.

To głębszy temat, bo trzeba by było zacząć od samych podstaw. Skąd biorą się ludzie, którym „należy” pomagać i dlaczego. Dlaczego ci ludzie znaleźli się w trudnym położeniu. Co sprawiło, że spadło na nich nieszczęście, choroba, wypadek, etc.

Myślę, że transerferom nie trzeba za dużo tłumaczyć i też nie bardzo mi się chce. Bo trudno rozmawiać o cudach z kimś, kto nawet nie przeczytał pierwszej części, ale rzuca się do dyskusji i najczęściej kwestionuje wszystko.

Przedwczoraj pisałam z pewnym człowiekiem i na każde moje stwierdzenie otrzymywałam kolejną porcję obwiniania innych. Bo ten ma taki podły charakter, bo tamten to wampir energetyczny, a jeszcze ktoś tam jest zawistny.

Trudno im pojąć, że tak naprawdę widzą w innych siebie. Nigdy nie pozwolą sobie na refleksję, że sami sobie wybrali ten wariant rzeczywistości, w którym ludzie uprzykrzają im życie.

I dlatego po każdej takiej rozmowie czuję niesmak, że znów oddałam komuś cząstkę siebie, swój czas, uwagę i energię tylko po to, by dać temu komuś możliwość udowodnienia mi, że jest ofiarą losu i to wszyscy inni się uwzięli, tylko on jest taki dobry i przez to nieszczęśliwy.

Wiele razy sobie obiecywałam, że nigdy więcej nie poświęcę czasu na rozmowę z kimś, kto nie przeczytał nawet jednego tomu i wczoraj uzmysłowiłam sobie, że to nie jest kwestia obiecywania i dotrzymywania sobie słowa.

To kwestia życia lub śmierci.

Oddawanie komuś swojej energii w sytuacji, gdy nie ma przepływu w obie strony to samobójstwo. To jak rozcinanie żył na nadgarstkach i czekanie na wykrwawienie. Nasza energia jest naszą siłą życiową i powinna być skoncentrowana tam, gdzie jest żródło wszelkiego życia.

I wiem, że dopóki jestem w tym ciele i na tym świecie, zawsze będę miała do czynienia z takimi sytuacjami.

Czas pandemiczny również u mnie poczynił spustoszenie. Pojawił się lęk, który ściągnął mnie skutecznie z wyżyn energetycznych. Brakowało nieraz mocy, by podświetlić właściwy sektor i chybiałam celu. Nadal się to zdarza, ale przyszedł moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę dłużej „pomagać” innym.

Najciekawsze jest to, że gdy już postanawiam się odciąć, nagle jak grzyby po deszczu wyrastają potrzebujący i piszą do mnie, zadają miliony pytań. Za każdym razem tak się dzieje, gdy chcę odejść. Gdy już jestem gotowa. I znów mnie przytrzymują.

To są właśnie wahadła. A wahadła pojawiają się, gdy zawyżam poziom ważności. Więc teraz zrobię to inaczej. Po prostu przestanę być ostrygą. Jeśli nie wiesz o co chodzi, czytaj transerfing.

Tak na marginesie… Przez 8 lat praktykowania transerfingu, nigdy nikogo nie zapytałam o nic. Nie znałam kogo oprócz Marcina Prackiego kto zna TR, ale dla mnie nie był on autorytetem dlatego, że wolałam przeczytać sama książkę, niż pytać tłumacza.

Dlaczego więc inni czytają i zadają miliony pytań? Czy aż tak trudno zrozumieć, co jest napisane w książce? Nigdy tego nie ogarnę, jak można mieć przed sobą instrukcję obsługi i pytać innych, jak to działa.

Jedno, co lubię robić, to opowiadać o transerfingu, o cudach, jakie się dzieją, o możliwościach, ale tylko po to, by zachęcić innych do praktykowania, a dopiero potem, już zaawansowanego transerfera przepuścić przez „maszynkę do czarowania”. To dopiero jest jazda bez trzymanki.

Nawet w moim zespole dziewczyny pytają, co zrobić, by znależć się w Clubie 500. Moja odpowiedź brzmi: przeczytaj co najmniej 5 tomów Transerfingu i zrób wszystko to, co trzeba, by wypuścić na wolność moce, aby mieć tak spektakularne efekty jak moje, albo jeszcze większe.